Polecane Strony:

cichonlampy.pl - żyrandole
balcanconsulting.com - Sofia Bułgaria
ams-zr.pl - biuro rachunkowe w Poznaniu
bio-ecology.com.pl - kolektory słoneczne
duks.pl - kancelaria prawna Gdańsk
Zapraszamy.
A A A

Błekitno purpurowy Matuzalem

 

 

 

- Myli się pan. Wystarczy mi podnieść głos, a natychmiast straż przybiegnie.
-‘Pak, ten jeden wartownik, który stoi w korytarzu. Inni pana nie usłyszą. A że nie lękamy się zardzewiałej piki tego żołnierza, niech pan sam stwierdzi.
Wyciagnął z kieszeni dwa rewolwery i odwiódł kurki. Godfryd uczynił to samo. Mandaryn zbladł. Nie tylko jeden, ale wszyscy jego podkomendni nie daliby rady dwom parom rewolwerów. Sama groźna i męska postawa Matuzalema rozproszyłaby ich momentalnie. Najważniejszą jednak rzeczą był fakt posiadania przez tego cudzo-ziemca paszportu, przed którym musiał się ugiąć każdy żołnierz, a nawet generał. Z chwilą, gdy tylko pokazałby ten dokument, wartow-nicy musieliby słuchać jego, a nie naczelnika więzienia. Nie było wątpliwości, że więźniowie zdołają się wydostać. Mimo to młody mandaryn nie uległ. Z akcentem stanowczej decy-zji odpierał słowa Degenfelda.
- Panie, dobrześ to zaplanował - rzekł. - Widzę, że jestem zbyt słaby, aby się przeciwstawić skutecznie twoim zamiarom. Ale czy pomyślał pan, jaki los mnie czeka, jeśli więźniowie uciekną? Poważny i smutny ton urzędnika zreflektował błękitno-purpuro-wego. Odezwał się:
- Wiem, że spotka pana kara, ale nie sądzę, aby była zbyt suro-wa. Dostanie się panu tylko nagana.
- Myli się pan. Wczoraj zbiegli dwaj przestępcy. Ich miejsce zajął dziś urzędnik, który ich nie dopilnował. To samo mnie czeka, ale, mogę pana zapewnić, moje poczucie honoru nie pozwoli mi tego przeżyć. Skoro tylko pan się oddali, popełnię samobójstwo. Nie uwa-żam pana za tak wyzutego ze skrupułów, abyś chciał zostać zabójcą urzędnika, sumiennie spełniającego swe obowiązki. Widać było, że mówił poważnie. Degenfeld usiłował go odwieść od zamiaru najrozmaitszymi argumentami, ale na próżno. Mandaryn 290 wysłuchał go, po czym rzekł, potrząsając głową:
- Pański wysiłek jest daremny. Urząd, który piastuję, tak bardzo prześciga mój wiek, że tysiące mandarynów patrzy na mnie zawistnym okiem. Osiągnąłem go ciężką pracą i sumiennym wypełnianiem obo-wiązków. Wiem, że najwyższe urzędy stoją przede mną otworem. Atoli żadna z mych nadziei nie spełni się, jeśli jutro będę musiał zameldować o ucieczce więźniów. Osadzą mnie samego w więzieniu. Za jednym zamachem zepchnięty do najniższych warstw obywateli, do klasy występnych, nigdy już nie będę mógł objąć żadnego urzędu. Wolę raczej umrzeć. Posiada pan paszport, który najwyżsi mandaryni muszą szanować! Ale nikt nie powinien działać wbrew obowiązkom. Przynieś mi pan rozkaz, który będę zobowiązany wykonać, a nastę-pnie wypuszczę tych ludzi i ze spokojem będę oczekiwał następstw.
- Nie rozporządzam takim rozkazem na piśmie.
- A więc czyń pan, co ci dyktuje sumienie. Ustępuję przed prze-mocą, powtarzam jednak, źe brama, przez którą dziś wyprowadzi pan swoich przyjaciół, jutro zamknie się za moim pogrzebem.
- Porzuć pan tę myśl i wspomnij o swoich krewnych, którym spra-wisz ogromne zmartwienie.
- Plama na honorze jest gorsza od śmierci. Zresztą, nie mam krewnych. Nie wiem, gdzie moi rodzice i rodzeństwo przebywają i czy w ogóle żyją jeszcze. Żadne oko nie uroni łzy, kiedy moje zamknie się na wieki.
Chińczycy niezmiernie szanują wszelkie więzy rodzinne. Przodko-wie są przedmiotem gorącego kultu. Chińczyk, który nic nie wie o swoich przodkach, uważa się za nieszczęśliwego. Wyznanie manda-ryna świadczyło o jego niezwykłej szczerości.
Godfryd de Bouillon wystarczająco rozumiał po chińsku, aby odgadnąć to, czego nie pojmował dosłownie. Odezwał się do swego pana:
- Żal mi tego zacnego człowieka. Na pewno poważnie tńyśli o samobójstwie. Nie mając rozkazu na piśmie, spróbujmy przecież
29Z wylegitymować się paszportem króla żebraków, otrzymanym od Hu-tsina. Jak pan mniema?
- Daj spokój, t’eu-kuan nie jest urzędowym dokumentem.
- Jubiler zapewniał, że każdy musi go słuchać.
-‘1’dk, ale nie uwalnia to nikogo od odpowiedzialności.
- A jednak radzę spróbować!
- Jeśli koniecznie sobie życzysz... Nie pomoże, ale i nie zasz-kodzi.
Wyjął paszport z kieszeni, podał go mandarynowi i rzekł:
- Przypatrz się pan temu dokumentowi! Może on potrafi odwieść pana od okrutnego zamiaru.
Urzędnik uchwycil kuan. Powoli twarz jego zaczęła się rozpromie-niać.
- T’eu-kuan! - zawołał. - I to rodzaju najwyższego! Panie, jesteś wybitnym zaufanym króla żebraków. Nie będę się dłużej wahal; muszę uczynić zadość pańskim życzeniom.
- Nie odkrywa pan nic nowego, gdyż i poprzednio mogliśmy pana zmusić do posłuchu. Chodzi oto, czy pan jest zdecydowany popełnić samobójstwo?
- Teraz już nie, gdyż nie mam się czego obawiać. Co za szczęście, że posiada pan taki kuan! Zwalnia mnie od wszelkiej odpowiedzial-ności.
- Istotnie?
-‘1’ak, panie. Biada przełożonemu, który zechce mnie ukarać za to, że uszanowąłem paszport króla żebraków!
- Ale musi pan dowieść swoim przełożonym, że działał pan pod przymusem t’eu-kuanu.
- Bezwzględnie. Czyż nie zostawi mi pan tego dokumentu?
- Nie. Rozumie pan, że nie mogę się pozbyć tak ważnego glejtu.
- Przynajmniej wie pan, gdzie t’eu przebywa obecnie?
- Nie. Z’eu nie ma stałegó miejsca pobytu.
- 1ó prawda. ‘lMzeba się dowiedzieć, gdzie go można zastać.
Posiadaczowi takiego kuanu każdy poddany t’eua winien podać ścisłe informacje. Dokąd zamierza pan odwieźć więźniów?
- Przecież rozumie pan sam, że panu nie mogę tego powiedzieć.
- O nie. Może mi pan śmiało zaufać, ponieważ pójdę z wami. Ja sam wyprowadzę tych panów z więzienia.
- Czy mogę panu dowierzać?
- Pewnie! Muszę słuchać t’eu. Jeśli chcę ocalić swój honor, powi-nienem dowieść, że uległem jego woli . Wobec tego muszę bez-warunkowo odwiedzić jego, albo jednego z namiestników, aby uzys-kać potrzebne świadectwo.
- A czy wolno panu zostawiać więzienie bez nadzoru?
- Nie mam tego zamiaru. Zanim pójdę, powierzę komendę jed-nemu z podwładnych. Powiem mu także, że na wyższy rozkaz muszę wypuścić więźniów i osobiście im towarzyszyć.
Tyle było szczerości w tonie i twarzy młodego urzędnika, że Ma-tuzalem nie wątpił o prawdziwości jego słów. Należało jednak być przezornym. Przeto zapytał:
- Jeśli pan zamierza się z nami udać w drogę, to musisz się przygotować do podróży?
- Tćk.
- A zatem mamy panu pozwolić na opuszczenie tego pokoju?
- Muszę panów oto

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 62 Następna »